Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego (Genta już wtedy był uznanym projektantem i długoletnim współpracownikiem AP), gdyby nie fakt, że telefon zadzwonił o 4 nad ranem, a projekt miał być gotowy jeszcze tego samego dnia. Inspiracją okazały się dziecięce wspomnienia i hełm nurkowy, jego specyficzna forma oraz heksagonalne śruby mocujące. Do tego momentu szwajcarska manufaktura kojarzyła się z krzykliwymi, wielkimi zegarkami sportowymi na rękę przypakowanego Amerykanina - nic więc dziwnego, że tak powściągliwy czasomierz wywołał nie lada zamieszanie (a jeśli dołożymy do tego wspomniany kaliber B01, także spore uznanie). Na moim nadgarstku dość często gości model Planet Ocean, a sam zaliczam się do miłośników Omegi. Z tym większą uwagą śledzę coroczne nowości marki i wysoko ustawiam im poprzeczkę. Na targach w Bazylei trudno dokładnie przyglądnąć się każdemu zegarkowi z osobna, dlatego z prawdziwą niecierpliwością czekałem na możliwość przetestowania Seamastera 300. Kiedy wreszcie trafił na mój nadgarstek nie rozstawałem się z nim przez prawie trzy tygodnie. Jeśli przyszłość zegarmistrzostwa sygnowanego logiem Zenitha ma wyglądać jak Defy Classic Skeleton, to jestem zdecydowanie na tak. Marka, która nie jest liderem w ilości czy też złożoności zegarmistrzowskich komplikacji, tworząc rodzinę czasomierzy sportowo-codziennych dostępnych dla szerokiego grona odbiorców zyskała miano jednej z najlepiej rozpoznawalnych, obok Rolexa, marek na świecie. Z tej właśnie linii pochodzi recenzowany model Seamaster Planet Ocean w wersji Big Size. To ciągle chronograf, duża data, tradycyjny, manualny naciąg i estetyka małego dzieła sztuki plus kilka nowych detali. Jedną z większych bolączek starego Datograpaha (choć zbyt wiele styczności z nim nie miałem) była tylko 36 godzin, przez jakie zegarek pracował po pełnym nakręceniu.
Norqain wycenia egzemplarz modelu Wild One Skeleton na niespełna 25000 PLN, co czyni go jednym z droższych w ofercie marki. Chociaż zegarków w podobnej cenie na rynku nie brakuje, trudno (żeby nie powiedzieć nie sposób) znaleźć coś choćby trochę podobnego. I w tym właśnie tkwi największa siła filozofii marki, której istotnie udało się stworzyć bardzo dobrej jakości produkt 'Swiss Made', który ma swój własny charakter. Cztery wspomniane już warianty nowego Longinesa HydroConquest GMT to, poza opisanym niebieskim, również czarny, zielony khaki oraz beżowo-brązowy. Przyznam szczerze, że odwaga marki w doborze kolorów i kolorystycznych akcentów jest godna podziwu, choć dla mnie nieco zastanawiająca. Kiedy Glashütte zostało zbombardowane przez aliantów ostatniego dnia wojny, jeden z pocisków trafił budynek manufaktury Lange, a to, co cudem ocalało z nalotu, rozkradli potem i wywieźli z miasteczka czerwonoarmiści. Wiara w sercu Waltera Lange nie zgasła jednak ani na chwilę i w roku 1990, przy wydatnej pomocy dzisiejszej grupy Richemont i Guntera Blumleina, marka powstała z martwych. La Joux-Perret oczywiście ozdabia całość maszynowo, ale pasy genewskie i polerowny rant mostka wygląda bardzo przyjemnie. Wybierając Portugalczyka dla siebie skłoniłbym się pewnie ku wersji z czarnym cyferblatem, bo jest bardziej casualowa i mniej zobowiązująca. Połączenie tarczy srebrnej i złota emanuje elegancją i to wersja zdecydowanie bardziej wieczorowa, predestynowana do eleganckiego stroju. W każdym jednak wariancie to piękny zegarek, w wielu aspektach będący kwintesencją zegarmistrzostwa.
W praktyce, patrząc en face, mamy wrażenie, iż czarne, matowe cyfry są bardzo grubo nadrukowane, ale wystarczy lekko przechylić nadgarstek, a pojawia się piękny jasny odblask na ich bokach (ponieważ fizycznie są one wypukłe). Replica Uhren Za każdym razem, gdy w Szwajcarii odbywają się coroczne targi, takie jak Watches and Wonders (które zdetronizowało niegdysiejsze Baselworld), oczy całej branży skierowane są na nowości w ofercie Rolexa i Tudora. Co ciekawe, obie firmy radzą sobie z presją wysokich oczekiwań w odmienny sposób.