replica audemars piguet watches Centralny punkt kompozycji, w zamyśle zapewne przypominający o globalnym charakterze zegarka, stanowi wycięta w tytanowej bazie mapa półkuli północnej. Trójwymiarowe kontynenty, uzyskane dzięki pracy precyzyjnego lasera, mają złote akcenty oraz złoty napis 'Seamaster' u góry. Detale są bardzo starannie wykonane, ale… zanim skupimy się na nich, to jeszcze słowo o mechanice. Wartością, która determinuje wrażenie z użytkowania zegarka jest przede wszystkim odpowiedź na trywialne z pozoru pytanie – jak się to-to nosi? Divers Sixty-Five, ze swoją bardzo dobrze zwymiarowaną kopertą (40mm jest w sam raz) i gumowym paskiem nosi się znakomicie. Powinien się znaleźć w każdej kompletnej zegarkowej kolekcji, bo czy podobają Ci się jego poszczególne elementy czy nie, to kawałek zegarmistrzowskiej historii. Na całe szczęście jednak Szwajcarzy traktują swoje ostatnie działania bardzo serio i na potrzeby nowego Fastridera posunęli się do dość odważnego kroku – wykorzystania ceramiki. Recenzja którą przeczytacie za chwilę była - przyznaję się szczerze - wyborem czysto egoistycznym. Jej bohater jest nietuzinkowy w swoim designie, nietypowy od strony funkcjonalnej i ekstremalnie kosztowny zarazem, a mimo to ciągle śni mi się po nocach. Pod mocno profilowanym szafirem (z antyrefleksem) zamknięta została czarna, połyskująca tarcza z zestawem prostych indeksów godzinowych (w tym czterech arabskich: 12, 3, 6 i 9). Cyferblat jest przy brzegu zagięty ku dołowi, a w jego centralnej osi zamocowano 4 wskazówki. Godzinowa i minutowa mają prosta formę i niewielką ilość luminowy (świecącej na zielono).
Jest czytelnie, prosto, lekko militarnie i funkcjonalnie, zwłaszcza gdy dołożyć malutkie, okrągłe okienko zaskakująco czytelnego datownika na wysokości godz.4:30. Co więcej, całość ma świetnie casualowy styl, a to oznacza, że zegarek będzie pasował do prawie wszystkiego, poza eleganckim garniturem. Swoją nazwę czasomierz zawdzięczał Radiomirowi – luminescencyjnej farbie gwarantującej podświetlenie indeksów nawet przy dużych głębokościach i skrajnie niekorzystnych warunkach. W jej skład wchodzi m.in.: siarczek cynku, bromek radu oraz mesothorium. Z całością ładnie integruje się zatrzaskowe, dość masywne zapięcie z przyciskami, choć i ono ma jeden minus – brak jakiejkolwiek regulacji. Bransoleta jest, mimo tych minusów, wygodna i dobrze komponuje się z równie wygodną, stalową, wypolerowaną na lustro kopertą średnicy 41 i wysokości sporych 16mm (razem z lekko wypukłym, szafirowym szkiełkiem z podwójnym antyrefleksem). Był Heritage 1948, jest kolekcja Visodate, pokazany niedawno model 1973, jest wreszcie zegarek, który zobaczyliśmy premierowo rok temu w Bazylei – Heritage Petite Seconde. W rozstawionych na 22mm uszach osadzony jest skórzany, dobrze uszyty i wygodny pasek. Zamawiając zegarek można sobie wybrać jeden z trzech kolorów (koniakowy, ciemnobrązowy lub czarny) a w zestawie dołączane jest dodatkowo szaro-czarne NATO, á la 'Bond'. W każdej wersji zegarek wygląda dobrze, a w łatwej zmianie pomaga dostarczane w pudełku narzędzie.
Moje pierwsze wspomnienia związane z Tudorem sięgają 2007 roku, kiedy to z kolegami z forum zegarkowego spontanicznie wybraliśmy się na targi zegarkowe do Bazylei. Siostrzana marka Rolexa była wtedy w słabej kondycji - o Tudorze nie mówiło się zbyt dużo, a zegarki były (delikatnie mówiąc) mało urodziwe - polecam przyjrzeć się detalom takim jak bezel, uszy, czy osłona koronki w modelu Hydronaut II. Kultywowanie tradycyjnej sztuki umiejętnie łączonej z technologicznym postępem pozwala kierowanej przez Jeroma Lamberta firmie tworzyć zegarki z najwyższej półki, dostępne także dla mniej zamożnych pasjonatów.